Micayla Jean Gilligan
Prawie dziesięć lat temu budowałam swoją firmę zajmującą się fotografią ślubną, która przez prawie osiem lat całkowicie mnie utrzymywała. W tym czasie czułam też silne poczucie, że moim powołaniem jest praca z ludźmi w bardziej intuicyjny, intymny i energiczny sposób. Chciałam stworzyć dla kobiet przestrzeń, w której mogłyby się spotkać i dzielić się swoimi doświadczeniami w sposób wrażliwy i otwarty, w przestrzeni, w której czułyby się bezpiecznie, by mogły zacząć odpuszczać i pozbywać się części swoich historii, które już im nie służyły. Chciałam, żeby kobiety zobaczyły, poczuły i wiedziały, że nie są same. Ale pomyślałam: „Kim ja byłam?”, żeby stworzyć te przestrzenie. Byłam po prostu fotografką. Fundamentem mojej firmy zawsze było: „Gdybyś zobaczyła siebie tak, jak widzi cię reszta świata, byłabyś zdumiona swoim pięknem”. Dzieliłam się swoimi doświadczeniami w mediach społecznościowych w sposób wrażliwy i kreatywny, jakiego jeszcze nie widziałam u nikogo innego (znowu, to było dekadę temu!), i zaczęłam w ten sposób zyskiwać na popularności. Myślę, że ludzie myśleli: „Skoro ona potrafiła być szczera i otwarta, to ja też”. Stworzyłam więc mój pierwszy Warsztat Wrażliwości. Nie miałam pojęcia, czy ktoś się zapisze. Wyprzedały się już pierwszego dnia. Wszystkie kobiety, które uczestniczyły, i ja, miały okazję doświadczyć siebie nawzajem. Mogły wylewać łzy i odczuwać radość z ludźmi, którzy kiedyś byli sobie obcy, ale teraz poczuli z nimi jakąś więź. Dowiedziałam się, że w ciągu zaledwie kilku godzin, niezależnie od tego, czy spisaliśmy nasze lęki, słabości i pragnienia na papierze, czy wypowiedzieliśmy je na głos, czy też wypisaliśmy na naszych ciałach (zrobiliśmy to!), w tych pojemnikach znalazła się przestrzeń na uzdrowienie, akceptację i połączenie. Najmocniejszą częścią tej historii dla mnie jest to, że przezwyciężyłam lęki i wątpliwości dotyczące „niebycia wystarczająco dobrą” lub „kim jestem, żeby to robić?”, ponieważ byłam otoczona i wspierana przez ludzi, którzy we mnie wierzyli, ale co najważniejsze, ponieważ po prostu spróbowałam! Spróbowałam czegoś nowego. Jasność przyszła, najpierw jako szept, potem mogłam usiąść z tym dziełem i medytować, chodzić i pisać o tym, co sobie wyobrażałam. I na każdym kroku, który prowadził mnie do rozpoczęcia tych warsztatów, nie robiłem niczego głębokiego poza podążaniem za kolejnym, najlepszym krokiem. Czasami będziemy pierwsi w czymś i nie będzie żadnej ścieżki ani instrukcji, jak to zrobić, ale otaczanie się ludźmi, którzy mają marzenie i są gotowi je zrealizować, to mocny start, którego potrzebujemy już teraz.
0 ofert
Brak jeszcze wpisu.